Jeśli wiązać z kimś swoją przyszłość to tylko z takim, którego się naprawdę kocha i ma to odwzajemnione. U mnie w rodzinie jest “samotna” matka z dorastającą córką. Są bardzo ze sobą związane, córka nie czuje się gorsza od innych, że nie ma ojca, wcale nie pragnie kontaktu z nim (akurat on też nie). Samotne rodzicielstwo, tj. samodzielna opieka nad dzieckiem, jest obciążeniem dla matki czy ojca. Mimo że takie osoby najczęściej mogą liczyć na alimenty od drugiego rodzica, to jednak ich To samotna matka żyje w zawieszeniu, nie mogąc w pełni decydować o dzieciach, a w dodatku zmuszona jest do obnażania życia osobistego przed kuratorem i w sądzie. 7. Samotna matka w pracy. Jeśli samotna matka jest osobą aktywną zawodową, często ma problem z pogodzeniem godzin pracy z godzinami funkcjonowania przedszkola lub żłobka Nawet gdy je widział jego gesty i słowa były miodem na moje wszelkie smutki i zmartwienia. A wszystko to miało jedno imię: MIŁOŚĆ. Nasza wzajemna bezgraniczna i bezwarunkowa miłość. Miłość, która sprawiła, że razem przenieśliśmy góry. Jego „jesteś najcudowniejszą mamą na świecie” dodawało mi wiatru w żagle. Formularz wniosku i wzór można uzyskać w miejscu obsługi. Administracja powinna zareagować na prośbę i szczegółowo wyjaśnić, czy samotna matka uzyskać noclegi, jakie dokumenty należy przedstawić. Kredyty Hipoteczne. Na pierwszy rzut oka nie jest to najlepszy wariant dla zakupu mieszkania. recepta na miłość Wysłany 14/01/2015 by chwialko Jesper Juul twierdzi „że nie można mieć bliskiej i znaczącej relacji z dzieckiem, jeśli nie przechodzi się z nim około dwudziestu pięciu konfliktów dziennie”. Zgodnie z art. 127 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego „dziecko może zostać adoptowane tylko przez małżonków lub przez osobę samotną”. Za małżonków uważa się w Polsce tylko związek między mężczyzną a kobietą, co oznacza, że pary homoseksualne nie mają prawa adoptować dziecka. 18.10.2016. Redakcja. samotna matka samotne macierzyństwo wychować dziecko w pojedynkę. W mediach coraz częściej możemy usłyszeć informacje o rozpadzie wartości rodzinnych, większej liczbie rozwodów, a także ojcach i matkach samotnie wychowujących dzieci. Według badań Eurostatu z 2011 r. samotne matki stanowią 3,3% polskiego nie wiem,od czego zacząć, bo świat mi się wali na głowę i to tak szybko,że się nie spodziewałam. Wczoraj w nocy mój mąż wrócił do domu, raczej o 4 i powiedział mi,że coś czuje do jednej dziewczyny, która jest u niego na uczelni. Trwa około 14 minut. Wiecie, że będę bezwzględny. Zamierzam pozwolić, aby nieco się rozkręcił, zanim go skomentuję. Jednak to bardzo ważne, aby ludzie usłyszeli to, co ma do powiedzenia na temat samotnego rodzicielstwa. „Samotna matka ujawnia Abie mroczną prawdę na temat samotnego macierzyństwa” Przekonajmy się co powie. h2uly7. Ostatnio coraz częściej słyszy się o „powołaniu do samotności”. Nawet młodzi ludzie, nieraz dopiero po studiach postanawiają nie zakładać rodziny. Robią to całkiem dobrowolnie albo – nie mogąc znaleźć kandydata na małżonka dochodzą do wniosku, że samotność jest ich drogą. Utwierdzają ich w tym media lansując bardzo popularny ostatnio model „singla”. A jak to wygląda naprawdę? Czy faktycznie jest takie powołanie? Czy Bóg dla tak wielu osób przewidział właśnie taką drogę do zbawienia? A może to tylko ucieczka przed odpowiedzialnością, modne wytłumaczenie dlaczego nie mam rodziny? A może za etykietką „singiel z wyboru” kryje się dramat współczesnego człowieka, któremu coraz ciężej znaleźć bratnią duszę? Może to wcale nie jest wolny wybór ani powołanie?Popatrzymy co kieruje człowiekiem w podjęciu decyzji o do zasady nie ma takiego powołania, by człowiek był sam. Bóg stwarzając człowieka stwierdził, iż nie jest dobrze by pozostał on samotny. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy musi się żenić czy iść do zakonu. Rzeczywiście, są ludzie, którzy nie widzą się w żadnej z tych sytuacji. Całkiem dobrowolnie postanawiają pozostać bezżennymi. I to jest ok - pod jednym warunkiem: że poświęcą się czemuś konkretnemu, jakiejś wielkiej sprawie, idei, której wykonywanie nie dałoby się pogodzić z pełnieniem roli męża czy żony. Tylko my to rozumiemy tak: najpierw następuje zaangażowanie w jakąś działalność, najpierw zaczynamy coś robić dla innych. Widzimy, że to nas pochłania całkowicie, że staje się to naszym zadaniem życiowym, nie wyobrażamy sobie siebie w innej roli i dochodzimy do wniosku, że ta działalność jest dla nas ważniejsza niż realizacja siebie w rodzinie czy zakonie. I wtedy dobrowolnie z tej rodziny rezygnujemy, bez żalu, z poczuciem, że to jest właśnie najwłaściwsza droga. Oczywiście jest to wymodlone, rozpoznane, skonsultowane z kierownikiem duchowym, spowiednikiem itp. I daje nam to taką radość i poczucie spełnienia, że chcemy to robić całe życie. To jest właściwa kolejność. A nie taka: chłopak czy dziewczyna zastanawia się na powołaniem i dochodzi od wniosku, że jest powołany/a do samotności. I dopiero potem zaczyna się zastanawiać co by tu w życiu robić. No bo skoro nie rodzina czy zakon to coś "na usprawiedliwienie" bycia samemu wypada mieć. Zaczyna trochę działać w Caritasie, trochę w jakiejś wspólnocie, troszkę tego skubnie, trochę tego. W niczym dłużej miejsca nie zagrzewa. I co się dzieje? Nie jest spełniony/a, nie jest do końca szczęśliwy/a. Bo brak jest tej głębi, tego ducha ożywczego, kierującego ich zapałem. Lata lecą, czasem ktoś się koło nich zakręci, ale - według nich - "to nie to", bo oni mają przecież inne powołanie. Każdy dzień wygląda tak samo: praca, dom, jakiś obiad, zakupy dla jednej osoby, weekendy u rodziców. Natarczywe pytanie ze strony rodziny co dalej, na które nie bardzo wiadomo co odpowiedzieć. Przyjaciół coraz mniej, bo każdy zajęty swoimi sprawami. Nic za bardzo nie daje satysfakcji, bo dla kogo ubierać choinkę, dla kogo piec ciasto? W końcu naprawdę zostają sami i zastanawiają się co tu dalej robić, czym się zająć. Pojawia się myśl: a może trzeba było wyjść za mąż? A może trzeba było pójść do zakonu? Przystają do jakiejś grupy przy kościele, coś robią, ale nadal brak tego "ducha". Nie chcemy broń Boże nikogo urazić! Chcemy tylko powiedzieć, że jest ZASADNICZA RÓŻNICA między byciem samemu z wyboru (dla idei) a domniemanym powołaniem do samotności (z braku pomysłu na życie). I znów: wiemy, że nie wszyscy założą rodzinę. I nie z ich winy tak będzie. Po prostu - nie znajdą kandydata na męża czy żonę. I my tego absolutnie nie krytykujemy, doskonale rozumiemy ich ból, bo w pewnym momencie życia wydawało nam się, że będzie to też naszym udziałem. Należy takim osobom współczuć bólu niespełnionego powołania i na ile to możliwe starać się im pomóc – tak bardzo konkretnie: przez poznawanie ze swoimi znajomymi, którzy także jeszcze są sami, przez zachęcanie do szukania tej drugiej osoby przez internet czy choćby biuro matrymonialne. Natomiast zmierzamy do tego, że nie ma powołania DO SAMOTNOŚCI dla niej samej. Bo nikt nie może żyć dla siebie. A zatem albo wybiera poświęcenie życia czemuś i z tego powodu rodziny nie zakłada, bo nie pogodziłby obowiązków albo nie z własnego wyboru pozostaje sam, choć chciałby mieć rodzinę. I wtedy realizuje się inaczej. Natomiast nie może to być wybór z wygody, lenistwa, nierealnych oczekiwań co do kandydata na małżonka, lęku przez zobowiązaniem się. Wiecie kto to jest tak bardzo ostatnio lansowany singiel? Ktoś komu się wydaje, że "ma powołanie do samotności". Ktoś kto boi się wejść w formalny związek. Ktoś kto zostawia sobie furtki. Ktoś kto podejmuje wybory wygodne a nie słuszne. Trudno nam sobie nawet wyobrazić, by dobrowolnie zrezygnować z miłości: do małżonka lub w służbie bliźnich. Bo "powołanie do samotności" jest rezygnacją z miłości do innych na rzecz miłości tylko do siebie. I przeciwko takiemu powołaniu protestujemy. NIE WOLNO zatem robić założenia, że "może takie jest moje powołanie". Zdarza się też, że ktoś owo powołanie do samotności tłumaczy np. koniecznością pozostania z rodzicami. Zawsze w tym przypadku mamy mieszane uczucia. No bo faktycznie: rodzicom zawdzięczamy życie i wychowanie, a zatem sumienie nawet nakazuje nam zająć się nimi na starość. No i oczywiście rodzicom zawsze należy się pomoc. Ale pomoc nie może być rezygnacją z własnego życia. Bo co się stanie jak rodzice umrą? KASIA: Gdy dostajemy listy z pytaniem czy nie powinno się poświęcić rodzicom zawsze przychodzi mi na myśl moja kuzynka, której wydawało się że takie właśnie jest jej zadanie życiowe. Po śmierci rodziców, która nastąpiła wcześniej niż się komukolwiek wydawało zawalił się jej świat. Dosłownie. Skończyło się dla niej wszystko czym żyła. Nagle straciła cały sens życia, bo to co do tej pory robiła, czyli życie z rodzicami przestało istnieć. Została sama. Nagle spostrzegła, że jej rówieśnicy dawno już pozakładali rodziny, rodzeństwo ma dzieci i swoje małżeńskie sprawy i problemy i w zasadzie nawet nie bardzo ma o czym rozmawiać z koleżankami ze szkoły. Wcześniej nie bardzo jej to przeszkadzało, bo zawsze mogła wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Zbliżała się do czterdziestki ale była ładną, zadbaną kobietą i z pewnością mogła się jeszcze podobać. Jednak zamiast próbować wyjść do innych ona była już tak zgorzkniała, że nie wierzyła w swoje siły, w to, że ktoś chciałby się z nią spotykać i stwierdziła…że jej powołaniem jest samotność, nic już w jej życiu się nie zmieni i widocznie zawsze już będzie nieszczęśliwa. Czy musiało tak być?Dlatego moja Droga i mój Drogi: jeśli wydaje Wam się, że musicie pozostać całe życie przy rodzicach pomyślcie co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji. Bo ona może stać się też Waszym udziałem. Czy naprawdę pragniecie być całe życie sami? A Wami nawet Wasze dzieci się wtedy nie zajmą bo...nie będziecie ich mieli. Ani zatem dzieci nie powinny czuć „takiego obowiązku” ani też rodzicom nie wolno tego od dzieci wymagać. A jeśli tak się dzieje to znaczy, że po którejś stronie jest duży problem. Waszym obowiązkiem jest zrealizować swoje powołanie. Jeśli czujesz się powołana do małżeństwa to znaczy, że masz wyjść za mąż i mieć rodzinę. Opiekować się rodzicami, ale nie być ich wiecznym dzieckiem. Tego Ci robić nie wolno, bo zmarnujesz życie. A co robić w sytuacji gdy rodzice na to nalegają? Delikatnie tłumaczyć i pokazywać jaka jesteś szczęśliwa z kimś. A jak nie akceptują - robić swoje. I nie bać się, że rodziców zasmucisz, zdenerwujesz. Może tak będzie, ale to nie będzie Twoja wina. Powtórzymy jeszcze raz: należy rodzicom pomagać, należy ich odwiedzać i za nimi tęsknić, należy nawet na starość wziąć ich do swojego domu. Ale nie wolno koniecznością pomocy rodzicom tłumaczyć sobie „powołania do samotności”. Bo ani rodzicom nie dogodzicie ani Wy nie będziecie szczęśliwi. Jeszcze innym argumentem jaki zdarza nam się słyszeć to taki, że „nikt mnie nie pokocha” lub „nie nadaję się do związku”. Jeśli tak twierdzisz to zapytamy przewrotnie: skąd wiesz? Skąd wiesz, że jak do tej pory nikt Cię nie pokochał to już nigdy się to nie zdarzy? Nie wiesz co Cię spotka za tydzień, pół roku, rok. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć więc się nie zarzekaj. Dlaczego ktoś miałby Cię pokochać? A dlaczego nie? Zrób listę za i przeciw, tylko bądź obiektywny. Wpisz na nią konkretne argumenty dlaczego nie i dlaczego tak. I co? Taki najgorszy nie jesteś, prawda? Jasne, nie jesteś najpiękniejsza i nie jesteś najmądrzejszy, ale jest takie ludowe przysłowie: „Każda potwora znajdzie swego amatora”. Nawet Shrek znalazł żonę. A Ty przecież trochę od Shreka jesteś przystojniejszy, prawda? No właśnie. A zatem nie wiesz czy ktoś nie szuka właśnie kogoś takiego jak Ty. Ja też myślałam, że takiej jak ja nie szuka i mój mąż też tak myślał. A teraz jesteśmy małżeństwem. Jeśli nie byłeś w związku, to nie wiesz czy się nadajesz czy nie. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś nie dojrzał do bycia w związku, ale to raczej kwestia osobowości jako takiej a nie "nieumiejętności". Nie możesz powiedzieć, że nie lubisz szpinaku jeśli nigdy go nie jadłeś. Jeśli zatem nie kochałeś to jak możesz twierdzić, że się do tego nie nadajesz? I wiecie co kochani? Ile razy dostajemy takie listy z twierdzeniem, że ktoś chce żyć bez miłości, że ktoś się nie nadaje itp. to jednego możemy być pewni: że to pisze ktoś kto myśli dokładnie na odwrót. Ktoś, kto bardzo chce kochać i być kochanym. Jak ktoś pisze, że chce nauczyć się żyć bez miłości to mamy 100 % gwarancji, że miłości właśnie najbardziej w życiu pragnie. A wiecie skąd to wiemy? Z autopsji. Kiedy człowiek czegoś w życiu bardzo pragnie a tego nie otrzymuje, kiedy bardzo się stara i robi wszystko by to osiągnąć a mimo wszystko to „coś” od niego nie zależy to przychodzi taki moment, że ma już dosyć. Taka chwila, kiedy nie ma już siły wołać, błagać, szukać. Kiedy jest już tak psychicznie zmęczony, że chce już tylko przestać pragnąć. Myślę, że być może w takim stanie był Jezus w Ogrójcu kiedy wołał: „Ojcze, oddal ode mnie ten kielich.”. Nic nie pomagało na oporność ludu: ani nauczanie ani cuda, nic. Wiedział, że ostatecznym środkiem jest Jego Męka i Śmierć. I już nie mogąc udźwignąć tego ciężaru modlił się o ulgę. I dlatego takie listy są wołaniem o miłość. Bo wydaje nam się, że stosując technikę: "kwaśne winogrona", czyli wmawiając sobie, że to co jest obiektywnie dobre to dla mnie będzie niedobre odczuwamy ulgę. Nie jest tak, prawda? Albo jest na chwilę a w najmniej spodziewanym momencie zmora wychodzi i dusi za gardło. Dlatego nie wypierajmy się miłości. Nie wypierajmy się jej pragnienia. Bo to tak jakbyśmy chcieli zrezygnować z jakiegoś wymiaru swojego człowieczeństwa. Nie da się. I nie zatem do wniosku, że życie w pojedynkę może być wyborem (ktoś decyduje się poświęcić pracy charytatywnej, nauce itp.) lub stanem, w którym znaleźliśmy się wbrew woli. No właśnie i co wtedy? Jeśli czujemy powołanie do małżeństwa powinniśmy szukać nadal. No, ale są ludzi którzy chcą założyć rodzinę, szukają i nie znajdują, znamy przecież takie osoby z naszego środowiska. Co z nimi? Najpierw należy się zastanowić czy mają one realne wymagania co do drugiej osoby, bo czasem różnie z tym bywa. Jeśli tak to czy nie boją się pokochać, czy nieświadomie nie odrzucają innych poprzez swoje zachowanie np. głębokie poranienia, z którymi sobie nie poradzili czy jakieś cechy, które utrudniają wspólne życie (np. jakąś niezaradność życiowa, niezdecydowanie itp.). Jeśli nie – módlmy się i szukajmy dalej. My zawsze zachęcamy, by nie pozostawać biernymi. Powiedzenie: ”Siedź w kącie, znajdą Cię” może było dobre w początkach naszego wieku gdzie się wszyscy na wsi znali i chłopak wiedział w którym domu jakiej dziewczyny się spodziewać ale nie bardzo ma zastosowanie w dzisiejszym zwariowanym świecie. Dlatego my zachęcamy, nie tylko chłopaków ale i dziewczyny, by zawierzając Bogu kwestię małżonka sami także byli aktywni. By „dali Bogu szansę”. By nie izolowali się od ludzi, by nie unikali spotkań towarzyskich. Aby nie odmawiali np. pójścia na wesele jako osoba towarzysząca. A może właśnie na tym weselu okaże się, że ten kolega z osiedla to całkiem fajny, dobrze wychowany chłopak? A może na jakichś imieninach okaże się, że brat koleżanki jest całkiem interesującym mężczyzną, który ma swoją pasję? A może ta szara myszka, na którą nie zwracałeś uwagi to wspaniała dziewczyna, która wiele robi dla innych i piecze pyszne ciasta przy okazji? Nie wstydźmy się poznawać kogoś przez biuro matrymonialne, szczególnie katolickie. Najbardziej „sztandarowym” przykładem małżonków z takiego biura są oczywiście rodzice obecnego papieża ale też wiele bardzo zgodnych, dobrych małżeństw, które nie wiadomo dlaczego wstydzą się przyznać, że w ten sposób się poznali. A przecież tam się jasno określa swoje oczekiwania i preferencje i przychodzą tam poważni ludzie – właśnie w tym celu, więc jaki tu powód do wstydu? Jak to jest, że współczesny świat nie wstydzi się grzechu, wręcz chlubi się z powodu jawnego łamania przykazań a „biuro matrymonialne” budzi zażenowanie. Przyznacie, że to dziwne, prawda? Ostatnio bardzo wiele osób poznaje się też przez internet. Na stronie za pośrednictwem działu „Źródełko” poznało się około 20 małżeństw. Jest też wiele innych, wartościowych, chrześcijańskich portali gdzie szanse trafienia na „swego” człowieka - w sensie wartości i poglądów są ogromne! Oczywiście, internet jest większym ryzykiem niż biuro i dlatego zachęcamy do korzystania ze stron sprawdzonych i takich, o których wiadomo, że mają coś wspólnego z wiarą. Nie bójmy się: nic nie tracimy a możemy zyskać może jakaś wspólnota? Wcale nie jest tak, że to dobre tylko dla studentów czy licealistów. Są też wspólnoty tworzone przez młodzież pracującą, duszpasterstwa postakademickie. Może warto? My sami poznaliśmy się w maleńkiej wspólnocie, gdzie na 10 osób utworzyły się ...cztery małżeństwa! To niezwykłe a dla nas dowód na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych a „Duch wieje kędy chce…”. A nawet jak małżonka we wspólnocie nie poznamy to wzbogacimy życie duchowe. A może któraś z koleżanek ze wspólnoty ma brata, którego poznamy odwiedzając ją w domu? Nigdy nic nie wiadomo. Kochani - i jeszcze jedno. Dawajmy sobie nawzajem szanse. Nie można stwierdzić, że „to nie ten człowiek” po pierwszym spotkaniu (pomijamy przypadki ewidentnego chamstwa, cwaniactwa i sytuacje gdzie ktoś jest wulgarny albo otwarcie manifestuje swoje nienajciekawsze poglądy). Spotkajmy się minimum 2-3 razy. Rozmawiajmy ze sobą. Trzeba się bowiem poznać, by podjąć decyzję i nie jest tak, że od pierwszego razu „się wie”. No, ale o tym pisaliśmy już wcześniej. A jeśli już wyeliminujemy wszystkie powody braku małżonka, wypróbujemy wszystkie sposoby i nie znajdujemy odpowiedzi na swoją samotność to pozostaje tylko się modlić by Bóg to jednym z psalmów czytamy: "Bóg spełni pragnienia twego serca". W pierwszym odruchu chciałoby się odczytać te słowa dokładnie tak jak one brzmią. Że Bóg spełni nasze pragnienia założenia rodziny, że da nam poznać tą właściwą osobę. To normalne odczucia, bo to są właśnie pragnienia naszego serca. Jednakże wiemy, że mimo wszystko nie zawsze tak będzie. Jak wtedy odczytywać słowa psalmu? Czy pragnienie serca człowieka może być sprzeczne z pragnieniem Boga np. odnośnie założenia rodziny? A jeżeli tak to chyba jest to jakiś niesamowity dramat, na który Bóg nas skazuje. Czy naprawdę zaspokojenie pragnienia naszego serca w miłości może być nierealne? Nie. Nie, bo gdyby tak było Bóg nie byłby Ojcem miłosiernym. Bóg natomiast - jak już wielokrotnie mówiliśmy wcześniej - nie jest złośliwy. On nie bawi się naszymi uczuciami i nie skazuje nas na bezsensowne cierpienie – choć pewnie w chwilach rozpaczy każdemu z nas zdarzało się tak myśleć. Ale tak nie jest, bo gdyby tak było całe dzieło stworzenia byłoby bez sensu. Może być naturalnie tak, że Bóg, chcąc dla nas zawsze dobra inaczej postrzega to dobro niż my w danej chwili. A zatem obietnicę zaspokojenia pragnienia naszego serca należy rozumieć szerzej. Należy ją rozumieć jako zaspokojenie pragnienia serca w ogóle, nie tylko w tej chwili. Bo na każdym etapie życia mamy jakieś pragnienia i wyrywkowe przeczytanie jakiegoś fragmentu Pisma św. daje nam natychmiastową obietnicę ich spełnienia. Natomiast w tym przypadku chodzi o największe pragnienie serca człowieka, czyli pragnienie Boga. Bóg dając nam zbawienie daje nam obietnicę zaspokojenia właśnie tego największego głodu człowieka - znalezienia się w obecności Boga na wieczność, zbawienia i "przygarnięcia" przez Boga. Bo to jedno, jedyne pragnienie ludzkiego serca jest najbardziej ponadczasowe i niezmienne pośród wszystkich etapów życia i okoliczności, bo do tego przecież sprowadza się cel naszego życia. I dlatego należy modlić się, żeby Bóg zaspokoił to konkretne pragnienie naszego serca i przemienił tą tęsknotę za drugim człowiekiem w tęsknotę za Bogiem i działanie dla innych. Ale takie, by nie był to środek zastępczy, wypełniacz czasu, coś na zapomnienie czy metoda klina tylko autentyczne zaspokojenie serca przynoszące ukojenie i szczęście. Dopiero wtedy nie będzie dramatu gdy Bóg to uczyni, gdy będziemy tego zaspokojenia pragnąć i godzić się na to. Nie wypierajmy się zatem pragnienia miłości: prośmy o nią Boga a On da nam ukojenie. I wtedy nawet „samotność” nie będzie i TomekRedakcja portaluPomoc Dołącz do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 11 ] 1 2010-03-28 22:18:08 orchide@ Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-26 Posty: 58 Wiek: 28 Temat: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek witajcie moje małżeństwo rozpada się a ja mam problem czy poradzę sobie sama z malutkim dzieckiem i czy kobieta z dzieckiem ma szanse zbudować szczęsliwy związek z nowym myślicie na ten temat a może są samotne matki które podzielą sie jakąś miłą historią "Miłość to dwie samotności, które spotykają się i wzajem wspierają." - Rainer Maria Rithe 2 Odpowiedź przez Yoko 2010-03-28 22:43:03 Yoko O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-21 Posty: 61 Wiek: 27 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek Witaj Orchideo;)Nie mam takich doswiadczen ale moge napisac to co obserwowalam u mojej najlepszej przyjaciolki!!!Maz ja katowal i znecal sie nad jej synkiem, nigdy nie zapomne jak ona walczyla!!!!!!!!!!!!Nie mogla tak naprawde na nikogo liczyc-matka umarla a ojciec schorowany starszy....Duzo by opowiadac ale ciagle powtarzala ze ma dla kogo zyc i ze wlasnie ta mala istotka daje jej sile przetrwania!!!!Nie bylo jej lekko,bylam z nia i patrzylam na jej cierpienie pomagajac jak moglam,....A teraz minelo pare lat a ona ...ma meza a z nim dwojke innych dzieci i tworza piekna rodzine!!!Dlatego Orchideo uwazam ze jak najbardziej masz szanse!!!Moze masz kogos kto Ci pomoze z maluszkiem ,nie wiem rodzice na przyklad,ale jestem PEWNA ze sobie poradzisz i znajdziesz nowa milosc!!!!!!!Moze nie bedzie lekko (tak jak mojej przyjaciolce-szczerze powiem ze na poczatku ciezko jej mezowi bylo zaakceptowac synka-nie w sensie ze jest, ale nie umial odnalezc sie w roli 3letniego chlopca) -ale sie udalo!!Zycze Ci powodzenia i wytrwalosci!!! 3 Odpowiedź przez różyczka 2010-03-28 22:45:43 różyczka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-04 Posty: 2,771 Wiek: prawie 40:) Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związekMoże nie powinnam się wypowiadać bo ja może się i nie znam ale Orchideo zakładasz wątki że chcesz związek ratować , nie wiesz co robić ludzie ci radzą jak masz męża tu proszę zamiast zając się i naprawdę zdecydować scalić twoją Teraźniejsza rodzinę to piszesz jakie masz szanse na nowy związek jako samotna matka?Moja droga rozumiem ze nowego partnera wybierzesz pod swoich rodziców, bo o teraźniejszego za trudno powalczyć?Zamiast stawiać męża i dziecko ponad dumę swojej matki to wolisz już krzyżyk postawić, bo trudno być dorosłym odpowiedzialnym?Co ty zrobiłaś swojemu mężowi , dziecku waszej rodzinie ! Zajmij się rodzina ale ta która założyłaś a nie trzymasz się spódnicy mnie że już szukasz odpowiedzi czy w przyszłości coś ci się uda założyć, odpowiedz jesteś zbyt dziecinna żeby zakładać nowy związek bo zabawa w rodzinę cie nudzi jak są kłopoty. 4 Odpowiedź przez Yoko 2010-03-28 22:52:02 Yoko O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-21 Posty: 61 Wiek: 27 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek A no to ja jeszcze dodam od siebieRozyczko masz racje,kurcze dopiero znalazlam ten drugi watek Orchidei !!Nie wiedzialam jak sprawa stoi ale w tym przypadku RATUJ MALZENSTWO bo to co przezyla moja przyjaciolka do "sie ma wcale" do Twojej sytuacji!! 5 Odpowiedź przez dziutka 2010-03-29 12:50:40 dziutka O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-02-02 Posty: 63 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związekWitaj:)może zacznę od początku, w tym roku mijają dwa lata po moim rozwodzie. zostałam sama z dwójką dzieci, są w prawdzie wieksze bo mają 13 i 4 lata (w tym roku)..to była moja decyzja o rozwodzie, byłam jej całkowicie pewna choć miałam czasami chwile kiedy zastanawiałam się jak to bedzie..teraz po tych dwóch latach mogę Ci powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwa. mam nowego faceta, moje dzieciaczkii go akceptują i ze wzajemnością:))dlatego głowa do góry:) napewno znajdziesz szczęście..życzę Ci tego z całego serca. 6 Odpowiedź przez motylek766 2010-03-29 13:12:01 motylek766 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-30 Posty: 144 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związekJa natomiast napisze ci tak jak mam dwójkę dzieci , ojca dzieci zostawiłam ja. Nękały mnie takie same pytania ,i próbowałam, poznawałam facetów takich i owakich , oczywiście nie było ich sporo ,żebyś nie myślała ,ale paru sie przewinęło przez moje życie ,jednak okazało sie ,że źle trafiałam .Obecnie jestem w szczęśliwym związku , dzieci go akceptują .Mimo mojej nie chęci do czegoś nowego dałam mu szanse i nie zadawaj sobie więcej takich pytań to nie ma sensu , to nie forumowiczki ci powiedza czy masz szansę ,ale życie ci to pokaże....pozatym jeśli masz szansę ratować swoje małżeństwo to zrób to , jeśli nie to nie myśl co będzie , bo tego nigdy nie wiesz....dużo zależy też na jakiego trafisz faceta , tu nie ma reguły ...poprostu Pozdrawiam 7 Odpowiedź przez vinnga 2010-03-29 13:24:22 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek Kobieta z dzieckiem ma jak najbardziej szanse na nowy udany związek. Ale to zależy od kobiety, od tego jaka jest i co sobą reprezentuje. Jeśli rozwalasz swój związek i nie widzisz w tym swojej winy to mało prawdopodobne, że w następnym związku nie powielisz swoich schematów, choćby nie wiem jaki anioł ci się trafił... Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że mi jako samotnej matce kandydatów nie brakowało do tworzenia nowego związku. Stereotypem jest to, że facetów odstrasza dziecko. Może i odstrasza, ale tych niedojrzałych i smarkatych. Dziecko to najlepsza i najpewniejsza selekcja... 8 Odpowiedź przez orchide@ 2010-03-29 22:36:32 orchide@ Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-26 Posty: 58 Wiek: 28 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek Różyczko sprawa jest już chyba jasna,odbyłam szczerą rozmowę z moim mężem zaproponowałam wynajęcie osobnego mieszkania staram sie jak mogę a on mówi nie....bo możemy mieszkac z jego mamuśka widze ze nie bierze innej opcji pod uwagę... sorry ale mam swoją godnosć i jest jakaś nam jeszcze troche czasu ale teraz czekam na jego do postu ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!! tam cała reszta. "Miłość to dwie samotności, które spotykają się i wzajem wspierają." - Rainer Maria Rithe 9 Odpowiedź przez kropkiipaski 2010-05-14 10:12:13 kropkiipaski Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-14 Posty: 59 Wiek: 20 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek Tak, tak, tak!Samotne mamy mają szansę na nowy poważny związek!To, że mamy dziecko, wcale nie czyni nas gorszymi. Przeciwnie. Potrafimy bardziej o kogoś dbać, opiekować się, umiemy więcej zrobić byłam samotną mamż i też myślałam, że "całe życie będę sama".A wcale tak nie jest...Jestem w szczęśliwym związku. Mój partner akceptuje i mnie i NASZĄ myślałam, że nic z teog ponieważ jest młody i jestem jego pierwszą dziewczyną, ale jednak 10 Odpowiedź przez CupraFR 2010-05-21 22:56:04 CupraFR 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: kształcę się Zarejestrowany: 2009-06-08 Posty: 3,695 Wiek: 20 Odp: Samotna matka...jakie szanse na nowy związek Znam takie dziewczyny/kobiety które związały się na nowo mając dziecko z poprzedniego związku i są na prawdę szczęśliwe. "...w grzywie wiatr, a w kopytach magia..."ZdolniachaNapaleniecSpryciarz Posty [ 11 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021 Magda rozstała się z ojcem Ani jeszcze przed jej urodzeniem. Szybko okazało się, że samotne macierzyństwo to wyzwanie często ponad jej siły. Przetrwała najgorsze chwile, teraz jest z siebie dumna, że dała radę. Chociaż w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba rozbitych rodzin w Polsce zwiększyła się o połowę, temat samotnego macierzyństwa wciąż budzi wiele emocji. Do dziś opinia publiczna nie jest łaskawa dla matek, samodzielnie stawiających czoło rodzicielstwu. Kobieta, która wychowuje dziecko bez męża? Pewnie „wpadła” z przypadkowym partnerem! Stereotyp samotnej matki jest prosty. I jak wszystkie stereotypy – całkowicie rozmija się z prawdą. Dla Magdy, trzydziestoletniej specjalistki do spraw logistyki, dwie kreski na teście nie były niespodzianką. W końcu już od jakiegoś czasu oboje z mężem starali się o dziecko. Ale kiedy jej brzuszek zaczął się zaokrąglać, jednocześnie coraz wyraźniej było widać, że jej małżeństwo nie przetrwa próby, jaką będzie pojawienie się niemowlęcia. – Miałam wybór: mogłam być z kimś, kto się nie nadaje na ojca, albo zostać sama. Wybrałam mniejsze zło. Rozstaliśmy się, gdy byłam w piątym miesiącu ciąży. Nie wstydzę się, że jestem samotną matką, przeciwnie, jestem dumna, że dałam sobie radę – z życiorysuNajtrudniejsze są pierwsze dni po rozstaniu, kiedy błyskawicznie przechodzisz kurs samodzielności. Musisz nauczyć się wnosić wózek z zakupami i śpiącym dzieckiem, znaleźć drogę do każdego urzędnika w mieście, szybko poradzić sobie z nocną gorączką albo biegunką malucha. – Już w czasie ciąży wszystko robiłam sama: badania, pobieranie krwi, zakupy dla noworodka. Ale po porodzie wydawało mi się, że ta góra obowiązków nie ma końca. Przez pierwsze tygodnie chodziłam z podkrążonymi oczami i zaciśniętymi zębami, jak automat do karmienia i przewijania – opowiada Magda. Większość samotnych matek deklaruje, że pierwszy okres po rozstaniu najchętniej wykreśliłyby z życiorysu. Tłumaczą, że kiedy jest się samemu, każdy drobiazg urasta do rangi tragedii. A każda radość niesie ze sobą smutek, jeśli nie ma się z kim nią podzielić. Pierwszy uśmiech dziecka, pierwszy kroczek, pierwsze wypowiedziane „ma-ma”. Komu o tym powiedzieć? Koleżance? Ponoć samotność boli najbardziej nie w tych złych, ale w tych najpiękniejszych chwilach...Błędne koło samotnościPrzez dwa lata po porodzie Magda starała się poświęcić swojej córeczce każdą chwilę. Decyzję o własnym rozwoju odkładała na później, kiedy Ania będzie mogła poradzić sobie bez mamy. Ale gdy wreszcie ten czas nadszedł, okazało się, że pogodzenie samotnego macierzyństwa z karierą zawodową graniczy z cudem. – Nie miałam z kim zostawić małej. Moja mama nie żyje, dziadkowie z drugiej strony nie uczestniczyli w opiece nad Anią. Żadne przedszkole nie przyjmie dwulatki. Żłobek? Na miejsce trzeba czekać latami. Owszem, moje szanse wzrosłyby, gdybym miała pracę, ale przecież, aby pracować, musiałabym z kimś zostawić Anię! Błędne koło, z którego nie ma wyjścia – mówi Magda. Były dni, kiedy płakała, nie wiedząc, co zrobić bez pracy i pieniędzy. Kraść? Chodzić po śmietnikach? Woli nie powtarzać myśli, które wtedy przychodziły jej do głowy. Tłumaczy, że gdy człowiek zastanawia się, co kupić dziecku: jedzenie czy skarpetki, to bierze pod uwagę każde wyjście. Kiedy po kilku miesiącach starań znalazła i pracę, i miejsce w przedszkolu, poczuła, jakby złapała pana Boga za nogi. Mogła wyjść do ludzi, zacząć zarabiać. Czy bała się, że sobie nie poradzi? Przecież miała niezłą praktykę! – W moim życiu nie ma miejsca na: „Nie chce mi się”. Wiadomo, nieraz były dni, kiedy nachylałam się nad śpiącym niemowlęciem i tłumaczyłam, że nie wykąpię go, bo nie mam siły. Ale z drugiej strony wiem, że jak nie sprzątnę, to się wieczorem przewrócę o zabawki. Jeśli nie zmyję, nie będziemy miały w czym zjeść obiadu. Nie mogę odpuścić – powtarza Magda. Dwa etaty na dobęZa oknem jeszcze jest ciemno, kiedy dzwoni budzik. Magda przez ostatnie lata nauczyła się jednego: żadnego przestawiania zegarka, żadnych pięciu minut dodatkowej drzemki. Odrzuca kołdrę i już jest na nogach. Szybki prysznic, skok w spodnie i koszulkę. Biegiem do kuchni, łyk kawy, śniadanie dla siebie, kakao dla małej. Wreszcie można budzić Anię. Teraz chwila próby: jeśli obudzi się w dobrym humorze, reszta poranka pójdzie jak z płatka. Jeżeli wstanie lewą nogą, będzie gorzej: ubieranie i karmienie zaspanej trzylatki to dla każdego nie lada wyczyn. – Kiedy jesteś samotną, pracującą mamą, nie możesz nic zaplanować. Po prostu się nie da. Wystarczy, że mała rano obudzi się z rozpalonym czołem, a wszystkie wcześniejsze plany idą w łeb. Wtedy zamiast do pracy jedziemy do lekarza, a ja tylko modlę się, żeby mój szef w nowej pracy okazał się bardziej wyrozumiały niż ten wcześniejszy. Pogodzenie pracy i wychowywania małego dziecka to kolejne z wyzwań samotnego macierzyństwa. Kiedy mama wychowująca dziecko w pojedynkę zaczyna pracę, doba staje się za krótka, a obowiązki rosną z godziny na godzinę. Nie masz siły dosłownie na nic. Do tego co chwilę potykasz się o niespodziewane przeszkody. – Któregoś dnia wróciłyśmy do domu. Otworzyłam drzwi, pstryknęłam kontaktem, a tu ciemnica. Za oknem listopad, wieczór, zimno. Usiadłam na korytarzu. Nie wiedziałam, gdzie mam pójść z małą. Zapomniałam opłacić rachunek. Po prostu. Do dziś pamiętam kwotę: to było głupie 117 zł. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jeśli czegoś zapomnę, to nikt mi o tym nie przypomni – mówi Magda. Codzienne obowiązki: sprzątanie, zakupy, opłaty za gaz i światło mogą przysłonić radość z macierzyństwa. Szczególnie wtedy, kiedy z pomocą nie kwapią się ani ojciec dziecka, ani państwowe samotnej matki– Pani? Po zasiłek? – urzędniczka po drugiej stronie biurka wyniośle podnosi brwi. – Przecież tu jest napisane, że ma pani zasądzone alimenty. Że nie są ściągalne? Każda z was tak mówi! Wnoszenie wózka czy szybkie zbicie gorączki dziecka to nie jedyne umiejętności przydatne w życiu samotnej matki. Dodatkowo powinna ona nauczyć się nie płakać z bezsilności, gdy po raz kolejny odchodzi z kwitkiem z biura opieki społecznej, z urzędu pracy, wreszcie – z sali sądowej, gdzie często jest traktowana jak zwykła naciągaczka. – Nie jeden raz udowadniałam przed sądem, że nie chcę alimentów wydawać na siebie. Musiałam tłumaczyć, dlaczego każdej zimy muszę kupić nowe, większe buty dla dziecka. Ale nawet kiedy wygrałam sprawę o zasądzenie alimentów, tak naprawdę nic się nie zmieniło. W naszym kraju nikt nie może zmusić ojca dziecka, aby łożył na jego utrzymanie. Wystarczy, że on wykaże na papierze, że sam jest na utrzymaniu rodziców, albo że spółka, jaką prowadzi, jest zupełnie nierentowna – opowiada planuję tych rozmówKiedy rodzice się rozstają, sala sądowa staje się dla nich dobrze znanym miejscem. Rozprawa rozwodowa, rozprawa ustalająca opiekę nad dzieckiem, rozprawa o alimenty... Dobrze, jeśli byłym partnerom uda się porozumieć bez udziału adwokatów. Często pomagają rodzinne mediacje. Ale, niestety, jeszcze częściej dziecko staje się narzędziem rozgrywki. Mama smyka ma trudne zadanie: pokonać własne emocje, własny żal, rozczarowanie, chęć zemsty. Bo bardzo łatwo, mszcząc się na byłym partnerze, skrzywdzić malucha. – Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pytanie o tatę w końcu padnie. Na razie mała ma dopiero trzy lata, więc nie zastanawia się, dlaczego inne dzieci mają tatusiów, a ona nie. Ale pewnie wkrótce zacznie nad tym myśleć. Trudno jest znaleźć dobry sposób, aby powiedzieć Ani prawdę i jednocześnie jej nie zranić. Ale kiedy zapyta, kim jest jej tata, nie będę mogła odmówić odpowiedzi – mówi twardo Magda. Magda jest zdania, że dla dobra dziecka, jeżeli ojciec chce spędzać z nim czas, matka nie ma prawa stawać między nimi. Ale jeśli nie pojawia się w ogóle... – Na szczęście mam brata, dzięki czemu Ani nie omijają zabawy typu huśtanie czy noszenie na głowie. W jej słowniku nie ma słowa: „tata”, ale jest za to dużo wujków! – Magda z czułością odgarnia włosy córeczki. Nie ukrywa, że nie tylko Ania potrzebuje w swoim życiu męskiej czułości. Ale decyzja o nowym związku nie jest mąż dla mamyWedług psychologów najgorszym wyjściem dla każdej kobiety jest nabranie po porodzie przekonania, że jej życie już się skończyło, że od tej chwili musi żyć wyłącznie dla dziecka. Jednak czy samotna matka może pogodzić wychowanie dziecka i własne życie osobiste? Gdzie szukać partnera? Jak przedstawić go dziecku? – Na razie nie myślę o kolejnym związku, ale jestem pewna, że już niedługo uda mi się ułożyć moje życie na nowo. Choć wiem, że to nie jest takie proste. Mój przyszły partner musi spełnić surowe kryteria. Przecież będą go oceniać dwie kobiety, a nie jedna! – śmieje się Magda. Po chwili znów poważnieje i dodaje: – Nie wejdę w żaden nowy związek, jeśli nie będę miała stuprocentowej pewności, że to już będzie na zawsze. Już nigdy w życiu nie zafunduję mojej Ani kolejnego porzucenia. Samotna matka – niektóre kobiety zostają nią z wyboru, za inne ktoś zadecydował. Bez względu na to, jak wylądowałaś w tym miejscu, pewnie już wiesz, że nie jest łatwo finansowo, jak i psychicznie… i chętnie przyjmiesz dziś wartościowe wskazówki. Napiszę o tym, jak sobie radzić finansowo i jak oszczędzać pieniądze będąc mamą… Samotna matka – czyli ja teżPieniądze to nie wszystko…Sprawdź swoje przyzwyczajeniaNie licz na alimenty!Oszczędzanie tak, ale…. Samotna matka – czyli ja też Zaczynając „przygodę” samotnego macierzyństwa, miałam tylko jedną córkę. Tylko, no cóż, wcale nie czułam się szczęściarą, wiedząc, że inne kobiety muszą sobie radzić z większą gromadką. To są dla mnie po prostu mistrzynie – choć niektóre twierdzą, że czasem właśnie tak jest łatwiej. Cóż, wierzę na słowo. Niewiele jest kobiet „szczęśliwie i korzystnie” rozwiedzionych. Większość z nas ląduje w bardzo trudnej sytuacji finansowej – mimo że były partner nas wcześniej nie rozpieszczał, jednak ogarnięcie finansów i utrzymanie siebie z dziećmi, to ogromne wyzwanie. Zwłaszcza gdy partner zachowuje się tak, jakby pieniądze, których oczekujemy na dziecko, szły na pokrycie naszych tipsów i wizyt w spa z gromadką pudli. Pieniądze to nie wszystko… Pieniądze to na pewno nie wszystko, ale przynajmniej w moim przypadku, na początku drogi, były źródłem wszystkich problemów. Gdyby nie brak pieniędzy, samotne macierzyństwo mogłoby być w sumie pierwszym momentem, w którym zaczęłabym czuć prawdziwą satysfakcję z bycia mamą. A tak, musiałam przejść całą tę koszmarną drogę. Jako że samotne mamy zaczynają być z czasem mistrzyniami we wszystkim, mam dla Ciebie kilka rad, może Ci się przydadzą. Szczególnie gdy oprócz wszystkich problemów związanych z samotnym macierzyństwem, musisz codziennie zastanawiać się, jak wyjść z długów. Sprawdź swoje przyzwyczajenia Samotna matka jak nikt potrafi oszczędzać. Nie od razu, mistrzostwo przychodzi oczywiście z czasem. Serdecznie polecam Ci sprawdzenie wszystkich swoich przyzwyczajeń, bo może tam kryje się możliwość oszczędzenia. Lubisz gazetkę do porannej kawy? – korzystaj z internetu, nie kupuj. Lubiłaś książki? Wybierz bibliotekę, nie musisz czytać nowości. Albo pożyczaj od znajomych. Sprawdź, jakie masz przyzwyczajenie zakupowe – może można robić rzadziej zakupy? Jak gotujesz, co jest w Twoich szafkach? Czy nakładasz dzieciom na talerz dużo, a potem wyrzucasz to, czego nie zjedzą? Przyjrzyj się wszystkim swoim zwyczajom i zobacz, czy przypadkiem nie da się czegoś zmienić. To nie będzie poświęcenie, tylko zdrowy rozsądek, takie zmiany i tak są dobre. Nie licz na alimenty! Oczywiście alimenty należą się dziecku absolutnie. To są pieniądze Twojego dziecka / Twoich dzieci i nie do Ciebie należy decyzja “nie chcę nic od niego” – bywają takie kobiety. Ojciec musi płacić na utrzymanie swoich dzieci, koniec i kropka. Jednak Ty nie opieraj swojego budżetu, a co najważniejsze swojego bezpieczeństwa o alimenty. Nawet jeśli Twój ex jest porządnym (czytaj: normalnym) ojcem i nie ma problemu z łożeniem na utrzymanie dzieci, musisz przewidzieć wszystko: straci pracę / źródło dochodu, założy nową rodzinę i nie będzie miał tyle do podziału, skuma się z jakąś małpą, która ubrana w seksi bieliznę, wyszepcze mu do ucha “Misiu, ty jesteś taki mądry, kochany i szczodry, ta jędza cię wykorzystuje, a ja popatrz, nie mam co na siebie włożyć”. Bywa i tak. Solidarność jajników? zapomnij. Inna rzecz, że takie liczenie na alimenty bardzo mocno podkopuje poczucie własnej wartości. Świadomość, że nadal jesteś od niego zależna, że Twoje bezpieczeństwo zależy od jego „łaski” – to strasznie podkopuje psyche. Tu dopisek dla czytających ten artykuł panów: wiem, że wśród Was są naprawdę ekstra faceci. Wiem i bardzo tych porządnych lubię. Ale tak jak wśród kobiet bywają zołzy, tak i mężczyźni bywają zwykłymi dupkami. Alimenty i 500+ – które z jednej strony są ogromną pomocą – mogą również w pewien sposób wstrzymywać nasze ambicje. No bo jak zarobię więcej, to stracę prawo do 500+ a eks wniesie sprawę o obniżenie alimentów. Zastanów się, czy warto, czy nie lepiej postawić sobie ambitny cel, postawić na siebie, zadbać o własne życie, własną karierę. Oszczędzanie tak, ale…. Czasem trzeba wybrać nie to, co najtańsze, ale to, co najłatwiejsze, albo najlepsze. Nie pchaj się na koniec miasta, spędzając 3 godziny w autobusie, lub samochodzie, żeby kupić coś 10 – 20 złotych taniej. Twój czas, Twój odpoczynek – Ty jesteś ważniejsza. Nie czekaj z leczeniem siebie na „lepsze czasy” albo, aż wpłynie pensja. To nie ma sensu, rozchorujesz się jeszcze bardziej i koszty wzrosną. Lub w ogóle odbije się to na Twoim zdrowiu dużo poważniej. Samotna matka nie może sobie pozwolić na taką beztroskę. Ty jesteś ważna. Nie tylko dzieciaki… Wybrane specjalnie dla Ciebie: 8 sposobów, aby życie było łatwiejsze – czyli mądra samotna mama… Długi samotnej matki – jak z nich wyjść? mam dwoje dzieci i jestem bezdomna Samotne macierzyństwo i długi – 12 zasad, które ułatwią życie każdej mamie! Pożyczki zaciągane z mężem PO rozwodzie mam spłacać SAMA? Oceń mój artykuł: (3 votes, average: 4,33 out of 5)Loading...